Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową
2022-07-26

Fala

Jakiś czas temu mieliśmy szczęście popływać na wspaniałych wodach Maui. Miejscowi zaopatrzyli nas w żagle 5.0 oraz 4.4 m i ku naszemu zadowoleniu 4.4 było rozmiarem w sam raz na tamte warunki. W odróżnieniu od zatoki, na której zwykle pływamy, krystalicznie czyste wody Maui posiadają tę jedną właściwość, dla której śródlądowi surferzy tacy jak my gotowi są oddać wszystko... FALE... Nie zabrało mi zbyt wiele czasu, aby dostrzec jedną z nich. Było w niej coś niesamowitego, stroma, gładka jak szkło i baaardzoo wysoka. Nawet z odległości 100 jardów byłem w stanie dostrzec pianę falującą na szczycie kryształowej ściany. Spienione języki jakby zachęcały: „oto nadchodzi twoja wielka szansa”. Od pamiętnego dnia nad jeziorem Hommera upłynęło już kilka sezonów i śmiało mogłem zaliczyć siebie do grona windsurfingowych wyjadaczy. Mimo wszystko widząc tę ścianę wody szybko w myślach rozważyłem trzy warianty: 1) zrobić rufę i spier...  jak najdalej od tej góry,2) wybrać żagiel i spróbować objechać falę,3) odpaść dla nabrania szybkości i walnąć w nią na pełnym gazie. Dzisiaj tego żałuję ale niestety wybrałem najgorszą z możliwych opcji - tę ostatnią.   Mój kompan zdążył łagodnie przetrawersować tę grzmiącą piękność na moment przed tym jak ściana urosła o następne parę stóp. Gdyby wtedy spojrzał za siebie ujrzałby coś, co można nazwać agonią i ekstazą, albo powinienem powiedzieć, ekstazą i agonią. W momencie, gdy rozpocząłem wspinaczkę moja prędkość wynosiła mniej więcej 30 mil na godzinę. Wspinałem się ku niebiosom. Gdybym się rozglądnął to z góry mógłbym pewnie zobaczyć wyspę Midway, a nawet wybrzeże Australii. Mógłbym ale nie zobaczyłem, bo w tej ekstazie nie byłem w stanie podziwiać roztaczających się dookoła widoków. Po pewnym czasie, który można by określić słowem „wieczność”, moja wspinaczka została raptownie przerwana. Zsiniałem z braku tlenu. Przygotowując się do lądowania ostatkiem sił skierowałem dziób deski w dół, starając się utrzymać ją w jako takiej horyzontalnej pozycji. Dla potencjalnego plażowicza (z lornetką) wspomniane przygotowania mogłyby wydawać się daremne. Cała energia była skierowana pionowo w dół. Innymi słowy, uwięziony w strzemionach swobodnie spadałem z prędkością 9.8 m/s (grawitacja) kurczowo trzymając się bomu. Obniżyłem nieco swoją postawę mając nadzieję, że w ten sposób zmniejszę dystans pomiędzy mną a wodą. Opadanie trwało nadal. To, co się stało później wspominam boleśnie. Teraz wiem, że woda potrafi zatrzymać poruszający się obiekt naprawdę bardzo gwałtownie, właściwie momentalnie. Kiedy deska uderzyła w wodę i zatrzymała się, moje ciało w dalszym ciągu kontynuowało swój pionowy lot z prędkością 9.8 m/s. Jako mieszkańcowi Środkowego Zachodu znany jest mi dobrze dźwięk wydawany przez hamujący pociąg towarowy. Pomimo, że lokomotywa już się zatrzymała, słyszalny jest jeszcze rytmiczny łomot poszczególnych wagonów uderzających w siebie nawzajem. Mój kręgosłup wydał podobny dźwięk, kiedy każdy wyżej położony krąg uderzył z impetem w ten znajdujący się bezpośrednio pod nim. Siła grawitacji pokonała wyporność deski i spowodowała, że dziób wzbił się do góry. Pozostając ciągle w footstrapach zostałem potężnie uderzony deską w czoło, a dolną częścią masztu dostałem w - powiedzmy łagodnie - w krocze. Jak dwaj kochankowie uwięzieni w śmiertelnym tańcu, moja deska i ja zaczęliśmy opadanie w bezdenną czeluść oceanu. Opadanie trwało do momentu, aż ponownie siła wyporności przeważyła impet spowodowany uderzeniem. Wtedy deska, a ja wraz z nią, wystrzeliła do góry. Niestety moja lewa noga była wciąż uwięziona w footstrapie. Jedyne, co odróżniało mnie od metalowej przynęty stosowanej przez wędkarzy to fakt, że moje usta były szeroko otwarte i wykrzywione w grymasie bólu. Tony słonej wody, która się wdarła w głąb mojego ciała przez usta i nos ustabilizowały mój lot ku przestworzom. W końcu deska ponownie opadła na powierzchnię wody i przez chwilę zawisła w pionowej pozycji, wykręcając mi nogę w kostce. Następnie powoli przechyliła się na bok i po raz kolejny zostałem uderzony w głowę. Potem nastąpiła długa cisza. Kiedy resztki mojego „ja” dogasały tuż na powierzchni wody podpłynął mój kompan i zadał mi ostatni cios: „ Hej Nik! Co tak leżysz jak kłoda. Widziałem całkiem fajne fale w pobliżu - może trochę poskaczemy?”.

Zaufane Opinie IdoSell
4.90 / 5.00 466 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2024-04-13
Perfect
2024-04-03
Błyskawicznie i bez problemów. Polecam.
pixel